On 2008-01-29 17:39:40 +0100, Michal Olszewski
<adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> said:
>> W ogóle "The Wprost-Testosteron connection" wydaje mi się fascynującym
>> kluczem interpretacyjnym. Zarówno ów tygodnik jak ów film, za targeta
>> mają kolesia, który z jednej strony bardzo chciałby w oczach własnych i
>> swoich widzów uchodzić za sofistikejted, no bo w końcu kurna ma się ten
>> licencjat z zaocznego marketingu, nie? Z drugiej strony, wstręt do
>> książek i trudności językowe sprawiają, że koleś jest sofistikejted na
>> poziomie jumacza napisów do "Losta" z napisy.org.
>
> Ale czemu tacy ludzie nie mogą być bohaterami komedii? Albo jej
> odbiorcami? To ludzie z krwi i kości - przeciętni zjadacze chleba.
> Gdybyś miał tam gadających po łacinie doktorantów, wielbicieli Chopina,
> to film byłby _z definicji_ śmieszniejszy? Nie "mądrzejszy" - ale
> "śmieszniejszy".
No przecież jest jeszcze gorzej - to właśnie wśród bohaterów
"Testosteronu" są intelektualiści i jajako widz-erudyta oczekiwałbym po
kimś, kto gra biologa, że będzie miał coś ciekawego do powiedzenia. A
po dziennikarzu, który wkręcił się w tak niesamowitą aferę z udziałem
piosenkarki-celebritki oraz biologa-celebrytka, że natychmiast zamówi
taksówkę i zacznie obdzwaniać znajome redakcje, kto mu więcej zapłaci
za takiego scoopa.
Żeby jeszcze _bohaterowie_ "Testosteronu" byli przygłupami, to byłoby
pół biedy. Przygłupem to jednak był raczej człowiek piszący kwestie
owych niby biologów (oraz widz, któremu wydają się świeże i odkrywcze).
--
All roads lead to ligament injury.