Wojciech Orlinski powiada :
> Chciałem ostatnio przylutować Pawłowi T. Felisowi, akurat nie za
> "Sztuczki" tylko za "Nie ma takiego numeru" i rozbroił mnie taką oto
> obroną: "jak obejrzysz ciurkiem 20 polskich filmów, to chcesz już nosić
> na rękach twórców takiego, który nie był tak totalnie do dupy".
O rany, przecież ta żałosna nieudaczna skiepszczona quasipseudoimitacja
Vabanku _jest_ tak totalnie do dupy, że mogłaby stanowić wzorzec
totalnej dodupności w Sevres. Ja mam takie głupkowate wytłumaczenie,
że już przyszedłem do kina i nic innego nie leciało w zasięgu dwóch
godzin, a za bardzo mnie nogi bolały żeby leźć gdzie indziej.
Ale po obejrzeniu czułem się w obowiązku przestrzec pierwszych
kilkunastu znajomych przed tym filmidliszczem. Może nie widziałem
aż tyle polskiej kinematografii, co Paweł Felis, jednak ,,Nie ma
takiego numeru'' to dla mnie już pukanie spod dna. Naprawdę dostrzegł
w tym cokolwiek pozytywnego? Cokolwiek cokolwiek?
Piotr Sawicki