On 2008-01-28 10:25:58 +0100, Michał Gancarski
<wysyisback@-spamywasz-przegrywasz-.tlen.pl> said:
> Akcja? Cóż, akcja to jedynie fabularne przedstawienie ruchów Browna, którym
> podlegają poszczególne postacie.
A nawet paradokumentalne, bo tutaj jeśli ktoś idzie z punktu A do
punktu B, to widzimy jak tak idzie, idzie, idzie, idzie, idzie, idzie,
idzie, idzie, idzie, idzie, idzie, idzie, idzie, idzie, idzie, idzie...
No po prostu nie może być tak jak w filmie z jakiegoś cywilizowanego
kraju, że widzimy bohatera w punkcie A, potem przebitkę z tego, że
idzie, a potem jest już w punkcie B.
> Wiem co na temat tego filmu mówią osoby, którym się podobał.
Chciałem ostatnio przylutować Pawłowi T. Felisowi, akurat nie za
"Sztuczki" tylko za "Nie ma takiego numeru" i rozbroił mnie taką oto
obroną: "jak obejrzysz ciurkiem 20 polskich filmów, to chcesz już nosić
na rękach twórców takiego, który nie był tak totalnie do dupy".
> Że ciepły, że
> wyciskający łzy, że ujmuje humorem i powolnym rytmem życia w biednej
> mieścince,
"o jezu, jak powoli"
> Jedynymi plusami, które w “Sztuczkach” dostrzegłem, były piękne oczy i
> śliczne nogi Eweliny Walendziak (która aktorstwa musi się jeszcze nauczyć)
> i całkiem niezły występ Damiana Ula grającego Stefka. Nie da się ukryć, że
> mały Damian bardzo pozytywnie wyróżnia się na tle wszystkich tych
> drewnianych kukieł, które w polskiej kinematografii nazywane są “aktorami
> dziecięcymi”.
No właśnie - chłopiec zagrał, mimo wszystko, świetnie. I to już
wystarczy, żeby nosić na rękach, bo dzięki chłopcu nie było totalnie do
dupy, film przechodzi do historii jako śmiertelne nudziarstwo z fajną
rolą dziecka.
--
All roads lead to ligament injury.