accès aux groupes de discussion, consultation et publication d'articles, recherche de "newsgroups"...
membres, identifiez-vous
é-mail Mot de passe
nouveau ? mot de passe oublié ?
Chargement... Chargement en cours...

Groupes français belges canadiens suisses internationaux Nétiquette
Échangez opinions et commentaires dans les forums de discussion.

Mafia rządzi

 [  Nouvelle Discussion Nouvelle discussion  |  Répondre au groupe Répondre au groupe  |  pl.listserv.dziennikarz ] 

Retour : Accueil du site pl listserv dziennikarz  


  Sujet:   Mafia rządzi  
 De: bou...@neostrada.pl (boukun)
 Groupes: pl.listserv.dziennikarz
 Organisation: TP - http://www.tp.pl/
 Date: 22. Jun 2008, 01:00:48
Jako pracownik Politechniki Wr., w zwykłej - może dla pracowników P.Wr. 
bardzo odważnie - trosce o interes Rzeczpospolitej, Ojczyzny JPII i 
Pokolenia JPII, informuję, że w toku doświadczenia zawodowego posiadłam 
informacje i dokumentację na temat byłych działaczy Komitetu Obywatelskiego 
przy L. Wałęsie  z 1989 r. , którzy w obecnych czasach są aktywnymi 
działaczami PO, PIS i wchodzą w skład budżetowego układu mafijnego, którego 
początku należy szukać - wg mnie i mojej najlepszej wiedzy - w czasie, gdy 
wojewodą wrocławskim był prof. Zalewski, wicewojewodą Schetyna i wysoką 
funkcje pełnił tam Sławomir Piechota, a Zdrojewski był prezydentem 
Wrocławia. Jako członek państwa Podziemnego, mam świadomość, że idzie więc o 
okres po 4 lutym 89r., czyli od ukradzenia Solidarności i całego języka oraz 
realizacji przez media jednak jakiegoś scenariusza, najprawdopodobniej 
nakreślonego przez WSI (por. Raport A. Macierewicza na temat działania WSI w 
III RP).

Aż do emerytury byłam pracownikiem administracyjnym Politechniki 
Wrocławskiej, aktywnym członkiem Komisji Zakładowej "Solidarności" przy 
P.Wr.  Przedtem działałam w Państwie Podziemnym, wymuszono na mnie przejście 
na emeryturę, wbrew moim chęciom.

Gdy zobaczyłam, że pieniądze związkowe, rzekomo zarekwirowane w banku przez 
WRON, zostały wybrane - w tym samym czasie co  pieniądze Zarządu Regionu 
przez Piniora i Huskowskiego, i kiedy zobaczyłam, kto współorganizował 
strajk w administracji (były członek ZOMO, który chwalił się na imprezie 
swoimi dokonaniami w czasie akcji pacyfikacyjnych), i kiedy dowiedziałam się 
prawdy o Wałęsie, w 1988, 89 i 1990, wypisałam się z  "Solidarności" i grupa 
uczciwych, pryncypialnych, i tych najbardziej pokrzywdzonych pracowników, 
utworzyła komisję zakładową "Solidarność 80".

We Wrocławiu odchodziła "wolna amerykanka" związana z prywatyzacją na 
wszystkich frontach, także w mediach, a w internecie B. Zdrojewski 
informował nie tak dawno, że już na początku r. 1989 walczył z 
komunistycznym mitem Ziem Piastowskich. Powstał specjalny tryb zarządzania 
infrastrukturą miejską, budynkami, ideami - pod kontrolą raczej 
niepatriotycznych sił. Mogę powiedzieć, jako świadek, że Wojewoda prof. inż. 
Zalewski, pracownik Politechniki Wrocławskiej, ukradł  siostrom 
Boromeuszkom z Trzebnicy szpital  im. Rydygiera we Wrocławiu i na remont 
tego szpitala przekazał 5 lub 7 mln zł, które zostały utopione w błocie. 
Zostałam włączona do akcji odzyskania przez siostry zakonne szpitala i 
wyszło na jaw, że wojewoda cynicznie ukradł ten szpital, aby go sprezentować 
dyr.  dr Majowi.

Kradzież tych nieruchomości we Wrocławiu odbyła się w ten sposób, że przy 
oficjalnej zamianie innej niewielkiej nieruchomości między wojewodą a 
siostrami, wojewoda podłączył szpital im. Rydygiera.

Sprawa była w prokuraturze, ale została pewnie (do sprawdzenia) umorzona jak 
wszystkie sprawy, które są związane ze sferą budżetową we Wrocławiu. 
Grywałam w młodości w brydża, między innymi z prokuratorami PRL-owskimi, i 
informację, że było prowadzone prokuratorskie dochodzenie w sprawie 
Rydygiera, mam  od jednego z nich.

Chodziła - dostępna dla interesujących się życiem społecznym Wrocławia - 
plotka po Wrocławiu, a od sprawdzenia są kompetentne organy, że Sławomir 
Piechota (obecnie poseł PO) miał pecha, bo żonie sprezentował przy ul. 
Niskie Łąki nieruchomość przeznaczoną na prywatny zakład opieki zdrowotnej, 
która to nieruchomość miała jednak właściciela. Jak wieść niosła, Radny 
miasta Wrocławia potrzebował lokum dla przychodni żony, a Dyrektor 
Departamentu Zdrowia  Miasta Wrocławia rozdawał za symboliczną złotówkę 
ZOZ-y.

W związku z tym władze Wrocławia upatrzyły sobie obiekt rehabilitacyjny, 
Przychodnię Uczelnianą, zwany Półsanatorium dla Studentów, w Parku 
Szczytnickim, zlokalizowany na działce 0,5 h, będący własnością Politechniki 
Wrocławskiej. Ponieważ prezydentem był b. pracownik P.Wr. Stanisław 
Huskowski (obecnie poseł PO),  a wiceprezydentem Jaroch (obecnie 
parlamentarzysta PiS), więc nie było żadnym problemem przejęcie tego 
obiektu.

Ponieważ b. rektor P.Wr., minister KBN, Andrzej Wiszniewski chciał sobie 
wystawić poniekąd pomnik w P.Wr. i zaplecze (warsztatowe, pomijając potrzeby 
innych pracowników i dyscyplin), w postaci nowego budynku, więc dokonano 
zamiany tej nieruchomości P.Wr. (półsanatorium), bez wyceny biegłych (grunt 
w Parku Szczytnickim jest olbrzymiej wartości), między innymi na część ulicy 
na budowlę rektora Wiszniewskiego, która to część ulicy (Janiszewskiego) 
faktycznie była wykonana przez P.Wr. na gruncie należącym do P.Wr., a którą 
to ulicę miasto sobie przywłaszczyło, na co mam dowód.

Dyr. Wydziału Zdrowia UM dr Sidorowicz (obecnie senator PO) jednak tej 
placówki (półsanatorim) nie przekazał za złotówkę "kolesiom", a wtedy w 
Faktach TV3 Wrocław podano jakie  to "wielkie" pieniądze od miasta otrzymała 
P.Wr. (ulica). Wszystko było kłamstwem.

Prowadziłam w Politechnice sprawy nieruchomości (Półsanatorium) i miałam 
uczestniczyć w tym złodziejstwie jako członek Komisji przekazującej tę 
nieruchomość Skarbu Państwa miastu. W imię mojej najlepszej wiedzy 
oprotestowałam to i od tego momentu nasiliło się psychiczne molestowanie 
mnie, wręcz terror psychiczny wobec mojej osoby. W tym okresie wyjaśniałam 
wielu pracownikom P.Wr., o co chodzi, lecz moich rozmówców Rektor A. 
Wiszniewski szykanował. Podobnie jego następca, który przyszedł po 2 
kadencjach A. Wiszniewskiego. Doszły mnie od razu słuchy, że nowy rektor 
prof. Luty za wszelką cenę polecił mnie zwolnić dyscyplinarnie, i to ostro, 
ponieważ już takie informacje otrzymywałam podczas kadencji Rektora A. 
Mulaka, który najpierw chwalił Solidarność 80 i ubolewał nad niegodnymi 
poczynaniami (niebywałe represje i gwałty) Rektora A. Wiszniewskiego, 
obiecywał ich naprawę, a następnie po ujawnieniu mu moich zastrzeżeń po 
prostu zdradził zawarte umowy, własne przyrzeczenia i przeszedł na stronę 
nieprzestrzegania prawa. Jest to szczególnie istotne dla Prawa i 
Sprawiedliwości.

KZ Solidarność 80, kiedy poseł AWS dr T. Wójcik zgłosił prof. A. 
Wiszniewskiego na premiera rządu RP, udaremniła te starania przekazując 
dokumentację, z której wynikało, że nie potrafi zarządzać uczelnią. Jako 
minister KBN-u w rządzie AWS, jak wynika z raportu NIK, przekazywał 
pieniądze na fundację L. Balcerowicza, ale dla pracowników naukowych w 
Politechnice pieniędzy nie było.

Powiem tu, że otrzymałam np. polecenie rozliczenia inwestycji MEN, co nie 
należało do moich obowiązków, a uczelnia miała osobny dział inwestycji, 
specjalistów od inwestycji. Nie mogłam się podjąć realizacji tego polecenia 
służbowego, bo brakowało faktur - a były tylko specyfikacje. Rozliczanie w 
taki sposób inwestycji było niezgodne z prawem. W wyniku  nagonki, szukałam 
wsparcia u pracowników P.Wr, u profesorów, docentów, doktorów, ponieważ 
naiwnie wierzyłam, że się ujmą za sprawą i za mną - nie zabiegałam o 
pieniądze dla siebie! Byłam leczona na żołądek, jelita, bóle głowy u dr 
Krystyny Cholewianki-Kolon, wylądowałam też w szpitalu. Ktokolwiek został 
posądzony o wspieranie mnie, był zaraz niszczony przez władze P.Wr., więc 
pracownicy bardzo się bali, bardziej niż za rządów Rektora Porębskiego, 
Kasprzaka, Schroedera, Kmity.

Wrocław jako jedno z nielicznych miast miało zatwierdzony plan 
zagospodarowania przestrzennego, który został anulowany i stworzono nowy 
tymczasowy, ważny do XII.2002. Wszystkie decyzje Rektorów i administracji 
PWr., już w nowym systemie, noszą piętno prywaty. Powstał amalgamat 
P.Wr.-Miasto (i jeszcze sądy, prokuratura). Za prezydentury Zdrojewskiego 
kolesie otrzymywali działki, odchodziła samowola budowlana zatwierdzana 
przez Urząd, co jest technicznie łatwe do sprawdzenia, lecz nie w mafii.

Kiedy prof. Łętowska uzasadniała mniejsze zło, w przypadku 
Gronkiewicz-Waltz, twierdziła, że podmiotem są mieszkańcy i do nich należy 
ostatnie słowo. Protesty mieszkańców na nic się zdawały w przypadku zezwoleń 
na inwestycje, które naruszały mir mieszkańców. A kiedy zakłady  PZL 
"Hydral" przekazały hotel pracowniczy przy ul. Reja we Wrocławiu miastu, a 
mieszkańcy chcieli, aby utworzyć tam samodzielne mieszkania, został zrobiony 
projekt, za który pewnie zapłacono z pieniędzy podatników, ale władze nie 
przekazały tego obiektu mieszkańcom i wykwaterowano ich, a budynek 
doprowadzono do stanu ruiny i przekazano za 1 zł Politechnice Wr. Nic się 
nie liczyło wobec takiej siły. (Obecnie jest to dom studencki).

Prezydent Zdrojewski, aby pozyskać sobie przychylność kardynała i 
Solidarności, na którą wpływ miał olbrzymi Rektor P.Wr., A. Wiszniewski, 
przyznał Kar. Gulbinowiczowi i Wiszniewskiemu swoją nagrodę miasta 
Wrocławia. Niezwykle dobry był Rektor dla pracowników, którzy nie chcieli 
się wychylić i nic powiedzieć, choć wiedzieli. I był niezwykle represyjny 
wobec tych, którzy śmieli dostrzegać prawdę o zarządzaniu P.Wr. Np. 
protegowany A. Wiszniewskiego, inż. Dariusz Stanek, absolwent Wydz. Ener.- 
Mech P.Wr., zaraz po studiach otrzymał stanowisko Dyrektora Zakładu Usług 
Socjalnych P.Wr. i zarządzał olbrzymim funduszem socjalnym, dokonywał 
przekrętów, został w końcu przyłapany. Zamiast być zwolnionym 
dyscyplinarnie!, w nagrodę został przez Urząd Miasta przyjęty na 
wicedyrektora Wydziału Inicjatyw Gospodarczych. Za łapówki udzielał 
koncesji, na pewno na alkohol i targowisko. W końcu został przyłapany. 
Prokuratura prowadziła dochodzenie, ale czym się skończyło, nie wiem. Aby 
otrzymać takie stanowisko w Urzędzie Miasta, trzeba mieć nie lada układy, 
ponieważ Urząd Miejski lekceważył np. najlepszych architektów i urbanistów, 
popierał zaś miernych profesorów.

Gdy biedny mieszkaniec zwracał się do prezydenta Zdrojewskiego o pomoc w 
sprawie mieszkania, to dla takiego człowieka nie było mieszkania, ale 
wykwaterowanym mieszkańcom z nieruchomości przekazywanych praktycznie za 
darmo "kolesiom", mieszkania zawsze się znajdowały.

Ja sama, jako pełnomocnik Krystyny Romańskiej przewodniczącej Solidarności 
80  w Zakładach Odzieżowych OTIS we Wrocławiu w Sądzie Pracy, która walczyła 
ze złodziejską prywatyzacją tego zakładu (była ona porwana przez policję, a 
gdyby nie zdążyła zadzwonić, to, kto wie, czy nie byłaby zamordowana), 
doprowadziłam jej sprawę w Sądzie Pracy do ugody z nowym właścicielem OTIS 
za  1% netto kwoty, za jaką sprzedano ten zakład - czyli 50 tys. zł  netto + 
warsztat pracy. Usłyszałam podczas przerw ugodowych w sądzie, między innymi, 
że Maciek Kowalski (b. dyrektor PSK 1 - Szpital Kliniczny i lekarz zakładowy 
OTIS) ma się dobrze,  bo ma kilka stacji dializ w Polsce i jest 
współwłaścicielem  OTIS-u. Podobno za złoty zegarek z dedykacją, który 
wręczył wicewojewodzie, ten za psie pieniądze przeznaczył OTIS do 
prywatyzacji. Jak w takiej sytuacji mafijnych struktur zarządzania mogli się 
czuć uczciwi pracownicy?

Mówione też było o tym, a i to należy sprawdzić, jakie powiązania miał 
lekarz dr Maciej Kowalski miał z prokuraturą ( Kaucz, Ogiński), że własnym 
samochodem z lotniska przywiózł późnym wieczorem gangstera, aby go kryć i 
położyć w klinice, a tych portierów, co to widzieli, pozwalniał. Wszystkich 
pracowników, którzy byli świadkami przekrętów Kowalskiego, zwalniał albo 
wytaczał im fikcyjne oskarżenia do prokuratury. Przykładem -  położna Aldona 
Tomicka, która uczestniczyła w rzekomo przez niego wykonywanej operacji na 
specjalizację II stopnia. Operację za Kowalskiego wykonał  b. rzecznik 
dyscyplinarny  przy DIL we Wrocławiu śp. dr Blok. Kowalski ją zwolnił, 
samotną matkę, której zaocznie wyrobił papiery psychiatryczne w Medycynie 
Sądowej, przy pomocy szefowej prof. Barbary Świątek z Akademii Med. Była to 
położna o b. dużych kwalifikacjach. O tym, że jest chora psychicznie, 
dowiedziała się w Sądzie Pracy! Sprawa o przywrócenie do pracy toczyła się 
kilka lat, przez długi czas pozostawała bez środków do życia. Sąd Pracy 
oddalił jej pozew o przywrócenie do pracy. Uczestniczyłam w jednej z rozpraw 
jako publiczność. Przy wydawaniu wyroku Sąd zrobił jej wymówkę, że 
przyprowadziła publiczność - ten proces był farsą. Doprawdy był (i jest?) 
Wrocławski amalgamat - Urząd Miejski, Wojewódzki, Marszałkowski, 
Politechnika, lekarze, Akademia medyczna, Ekonomiczna, Sądy itd. Można o tym 
się dowiedzieć od pracowników wymiaru sprawiedliwości. A. Tomicka nie miała 
obrońcy, sąd nie przychylił się do wniosku o adwokata z urzędu. Na sali 
rozpraw była bezbronna. Sąd protokołował to, co było wygodne pracodawcy i 
oddalił jej pozew.

Byłam pacjentką szpitala klinicznego PSK 1. Pacjent w tym szpitalu, jak nie 
dał łapówki, to nie interesowano się takim pacjentem. Opisałam to w 
internecie. Dr Blok  zakwestionował diagnozę lekarza kierującego mnie na 
operację i wyrzucił mnie po 7 dniach pobytu w szpitalu, bo nie miałam 
badania, którego nie zrobiono w szpitalu;  musiałam je wykonać prywatnie, za 
co zapłaciłam 250 zł. Dowiedziałam się jednak (będąc osobą zaufania 
publicznego - niewygodnego lekarza spoza mafijnego układu Wrocławskiego, 
który ujawnił oszustwo naukowe w pracy habilitacyjnej!), że ten szpital ma 
kwalifikacje najlepszego szpitala. Były 3 kategorie szpitali w kasie 
chorych. W związku z tym Kowalski z kasy chorych za III kategorię otrzymywał 
największe pieniądze na szpital. Tak go zadłużył, że pewnie za symboliczną 
złotówkę dostałby, jak inni z układu, bo i swoim Sidorowicz rozdawał; między 
innymi, podobno, obecnemu rektorowi AM. Nazwisko takie, jak nosi Rektor AM 
znajduje się na liście Wildsteina; podobnie, jak szefowej Medycyny Sądowej w 
AM we Wrocławiu prof. Barbary Świątek, która podobno jest szefową mafii 
budżetowej we Wrocławiu. Poszkodowana przez Medycynę Sądową we Wrocławiu  p. 
Irena Rojewska stała się oskarżoną, wszystkie osoby w tym procesie zostały 
uniewinnione w I instancji, ale życiem przypłaciła to pani Rojewska. 
Prokuratura jednak złożyła apelację i pewnie w II instancji zostaną skazane.

Wszystkie skargi do prokuratury na prof. B. Świątek były oddalane, podczas 
gdy

inne sprawy o nieporównywalnie mniejszym ciężarze gatunkowym, wnoszone przez 
B. Świątek były przez prokuraturę rozpatrywane i przekazywane do sądu.



Gdy publicznie w spocie pracownika P.Wr., Jacka Bąbki (Wydział Zarządzania), 
powiedziałam, że jako podatnik jestem okradana przez cała sferę budżetową we 
Wrocławiu, a jako pracownik przez mego pracodawcę P.Wr. określam to mafią 
budżetową, to po tym moim wystąpieniu  ktoś zadzwonił (telefon stacjonarny 
nie jest na moje nazwisko, ale tylko w pracy, w P.Wr., był w kwestionariuszu 
osobowym) i usłyszałam  cyt. "ty k... mamy dla ciebie koktajl Mołotowa".

Przed tym i po tym moim oświadczeniu publicznym ludzie zaczęli przychodzić 
do mnie z informacjami i prośbami, abym przez związek im pomogła. Związek 
"Solidarność 80 " był niewygodny, bo byliśmy pryncypialni, nieprzekupni i 
prawi. Zarząd cały pomimo, że jest chroniony prawnie został zwolniony, bo 
jest to układ służb specjalnych, który nie został rozpoznany przez Min. 
Macierewicza. Z ludzi, którzy są niewygodni, robi się psychicznie chorych - 
zaocznie, przy pomocy prokuratury, bez sądów, na to są dowody. W Sądzie 
Najwyższym prof. Barbara Wagner "uzasadnia", że pracownik w wieku 
emerytalnym dla pracodawcy jest zagrożeniem pod względem psychicznym i 
fizycznym. A zatem nie boi się, że się ośmiesza. Też chciałabym wiedzieć jak 
to jest, bo sędzia Kozłowski, który kasował Zarząd Związku S'80, jest sędzia 
okręgowym -wizytatoem. Z kolei z nazwiskiem takim są mocno związane 
przekręty remontowe w Politechnice Wr. Ja, jako strona P. Wr., z urzędu 
byłam świadkiem usług firmy, której prezesował człowiek o nazwisku 
Kozłowski, a który delikatnie mówiąc niecelowo(?) partaczył i inkasował 
olbrzymie pieniądze. Jako podatnik chciałabym wiedzieć, czy - likwidator S'80 
w Politechnice Wr. sędzia Kozłowski ma związek z Kozłowskimi  w 
Politechnice. Ten sędzia wyrzucił mnie, kiedy powódka potraktowana b. źle 
przez sekretariat sądu, poszła do wizytatora Kozłowskiego wyjaśnić 
nieprzyjemne zajście i chciała to zrobić w obecności świadka, czyli mnie 
jako ciała społecznego.

Pielęgniarka przyszła do mnie z prośbą o interwencję, czy lekarz operujący, 
który zostawił chustę w jamie pacjentki, miał prawo od średniego personelu 
zbierać pieniądze na pokrycie rekompensaty dla pokrzywdzonej, bo ona grosze 
zarabia i nie jest temu winna. Tym lekarzem jest pan prof., obecny kierownik 
klinki, dr Gryboś, a pokrzywdzonej przez niego pacjentce w 2002 r. - 
nauczycielce o nazwisku - chyba - Mrozowicka wydobyto tę chustę w klinice AM 
przy ul. Poniatowskiego. To można sprawdzić w kartach chorobowych.

W tym szpitalu w PSK1 w radzie społecznej był prokurator Kaucz (obecnie w 
centrali wymiaru sprawiedliwości) i ten zespół kierowniczy był w b. dobrych 
układach z prokuraturą Wrocław-Śródmieście, gdzie - jeśli jest doniesienie 
przeciw lekarzom z układu - wszystko jest umarzane, a przeciwko osobom spoza 
układu służb specjalnych kierowano do sądów i preparowano fikcyjne akty 
oskarżenia. Mam dowody, lecz przecież są instancje kontrolujące we własnym 
zakresie - lecz muszą one być niezależne od układu wrocławskiego.

Rzekomo poszkodowana pacjentka, która równocześnie jest lekarzem chciała za 
błąd lekarski przy porodzie wyłudzić od Skarbu Państwa 250 tys., jak 
powiedział biegły; uczestniczyłam w tej sprawie jako publiczność. Fałszywego 
doniesienia na niewygodnych układowi lekarzy dokonał kier. kliniki prof. 
Robaczyński na kserokopiii, na podstawie czego prokuratura sporządziła akt 
oskarżenie przeciwko tym lekarzom ( ujawnili oni oszustwo naukowe, dokonane 
przez dr med. Wilczyńskiego- z układu).

Sprawa została wszczęta z oskarżenia publicznego, podczas gdy poszkodowana 
powinna

dochodzić swoich praw na drodze cywilnej, ale wtedy musiałaby wnieść 
olbrzymie koszty sądowe. Ta poszkodowana była związana z dr Grybosiem.

Aby ukarać jeszcze jednego  z pracujących lekarzy (też spoza układu), 
którego jestem osobą zaufania publicznego, prokuratura Wrocław-Śródmieście 
spreparowała akt oskarżenia, który wpłynął do sądu i na pierwszej rozprawie 
bez pełnomocnika oskarżonej, na wniosek prokuratora, bez odczytania aktu 
oskarżenia, sąd sprawę utajnił. Na tej pierwszej rozprawie oskarżona 
oświadczyła, że nie mogła zapoznać się z aktami, bo policjant ma zakazane od 
prokuratora, że nie wolno mu pokazać akt i prokurator też nie pokazała akt, 
w związku z tym oskarżona nie podpisała się pod protokołem.  A w prasie 
czytam, że przeciwko UB-kowi-katowi nie można skierować aktu oskarżenia, bo 
nie zapoznał się z aktami w prokuraturze. Pełna asymetria, nie prawo. Teraz 
wiem, dlaczego  oskarżona nie mogła się zapoznać z aktami, bo w prokuraturze 
sfałszowano rozpoznanie! Nie wysłano do biegłego badań histopatologicznych 
rzekomo poszkodowanej. Kiedy przy utajnionej  sprawie do prezesa sądu 
wniosłam swoje zastrzeżenia, ten skierował je do prokuratury. Prokuratura 
mataczyła przesłuchując mnie i umorzyła śledztwo. Innymi słowy, Wrocław stał 
się siecią mafijną.

To powinna być sprawa cywilna, jeśli w ogóle powinna być.

Działając w podziemiu współpracowałam z "Solidarnością" Akademii Medycznej, 
gdzie przewodniczył temu gremium Eligiusz Wieczorek.  Był internowany, 
wypuszczony z więzienia, zwolniony z pracy, przywrócony. UB - jak mi mówił - 
to byli obecni prof. Robaczyński  (w mafii szanowany i uważany za niezwykle 
wiarygodnego - na pewno leczył się psychicznie), prof. Cisło - karierę robił 
jako lekarz więzienny (teść dr Wilczyńskiego zrobił mu habilitację). To oni 
wrzucali Wieczorkowi do szafki ulotki i zawiadamiali SB. SB przyjeżdżało, 
robiło w szafce rewizję i aresztowało go. Robili to często, pracownicy 
widzieli; członek Państwa Podziemnego, Eligiusz Wieczorek, tego nie 
wytrzymał, zaczął popadać w depresje, nadużywać alkoholu i po kolejnym 
zastraszaniu i nacisku psychicznym - popełnił samobójstwo; osierocił dzieci.

Stosuje się zastraszanie, kradzieże słów, podmiany faktów, nierównowagę 
procesową. Zresztą, aby mnie zastraszyć, powiadomiono SB, że rzekomo 
kasowałam w Politechnice Wr. antyki i czerpałam korzyści osobiste. Zapytałam 
się funkcjonariusza o nazwisku operacyjnym Poznański, od kiedy to SB zajmuje 
się kasowaniem zużytych najprostszych mebli, absolutnie nie do użytku.

Tymczasem szło o meble stylowe (wiedziałam, że to podmiana słów). 
Powiedziałam: "jak pies ogrodnika pilnuję piękne stylowe meble, które władza 
P.Wr. usiłowała ukraść". Kiedy rozpuściłam wici, że porobiłam zdjęcia, cenne 
meble nagle ujrzały światło dzienne, można to sprawdzić, zostały wycenione i 
obecnie zdobią gabinet rektora oraz hol, ale jednak byłej władzy udało się 
ukraść przepiękne biurko. Cokolwiek zrobiłam, co miało charakter obrony 
dobra społecznego, a nie prywaty, z mety wywoływało represje, różne formy 
dyskryminacji. Tylko silnemu przekonaniu o słuszności walki z bezprawiem 
zawdzięczam, że te represje nie skończyły się dla mnie tragicznie, ponieważ 
wielu ludzi nie wytrzymało psychicznego molestowania przez Rektora i 
prorektorów w Politechnice Wrocławskiej.

Sekretarka rektoratu Aleksandra Sznajder wyprowadziła z kasy P.Wr.  za 
ostatnie dwa lata jej pracy około 200 tys. zł. Sprawa znalazła się w 
prokuraturze, ale prokuratura przez ponad 6 lat prowadziła śledztwo i sprawa 
została pewnie umorzona. Przeciwnie, dziwi mnie, że mafia ma tak silne 
powiązania, iż nie można jej z zewnątrz skontrolować. Przykład nierównowagi 
procesowej: innej osobie za  nie znaczące dopisanie daty na fakturze w 
sensie finansowym (osobie tej należało się dofinansowanie wczasowe, w kwocie 
znacznie przewyższającej tę kwotę na fakturze) - chodziło o zwrot kosztów 
wycieczki dziecka z socjalnych pieniędzy - w ciągu chyba 3 miesięcy 
wytoczono proces i skazano ją.

W innym przypadku prokuratura rejonowa Wrocław-Śródmieście umorzyła 
postępowanie, ale prokurator okręgowy wniósł akt oskarżenia do sądu i bez 
przewodu sądowego na pierwszej rozprawie sąd na salę rozpraw przybył z 
wyrokiem skazującym i odczytał  ten wyrok.

W innym przypadku sąd tak prowadził sprawę, aby się  przedawniła SB-kowi, 
jak o nim wszyscy mówią w P.Wr. i kosztami obciążył poszkodowanego! Sprawa 
znalazła się w Trybunale dotyczyło to bardzo zdolnego pracownika P.Wr., 
asystenta, mgr Jacka Bąbki. Za niekonstytucyjny wyrok, bo z winy sądu, 
podatnik, czyli ja, płacę. Ten sam skompromitowany sędzia Siemkowicz w 
jednej ze spraw mnie wyrzucił jako dopuszczony czynnik społeczny i nie 
dopuścił mnie do słowa. Również skierował na badanie psychiatryczne osobę, 
której akta zawieruszył, a która z tego powodu siedziała kilka miesięcy w 
szpitalu psychiatrycznym.

Na policji, pewnie na polecenie prokuratury, a to też można sprawdzić, 
fałszowano dowody w celu skazania niewygodnej obywatelki, która dochodziła 
swoich praw  w organach wymiaru sprawiedliwości, gdyż w fałszerstwach 
przeciw obywatelowi uczestniczył wojewoda Zalewski, prof. dr z Politechniki, 
w tym procederze brał udział Sławomir Piechota jako radca prawny Poczty 
Polskiej. Dokumentację w tej sprawie olbrzymią przeciwko wymiarowi 
sprawiedliwości dysponuje poszkodowana Eugenia Paściak. Policja pobiła ją, 
bez nakazu włamała jej się do mieszkania, bez nakazu sądowego wywiozła 
poszkodowaną do szpitala psychiatrycznego na kilkanaście  dni. Osobie na 
pewno nie chorej psychicznie sąd wmawia chorobę psychiczną - za brudną 
szkodliwą robotę płacą podatnicy. Przed sądem, gdzie dochodzi swoich praw 
musi mieć świadków na sali rozpraw, bo przewodnicząca sądu na rozprawę wzywa 
policję sądową i na pewno, gdyby nie było publiczności  na sali, to 
okazałoby się, że obywatelka RP dochodząca swoich praw przed "niezawisłym 
sądem" rzuciła się na sąd i policję. Nic się nie liczy, nad meritum góruje 
zastraszanie psychiczne. Osoba, która chodzi jako osoba towarzysząca  p. 
Paściak (ma też sprawy w sądzie), usłyszała w sekretariacie sądu, że jeżeli 
będzie chodzić z Paściak do sądu, to żadnej sprawy nie wygra w sądzie.

Eugenia Paściak za pośrednictwem biura eurodepotowanego PiS  Szymańskiego 
wysłała pakiet w postaci 79 kart do CBA listem poleconym i wszystko to 
wróciło ponownie do prokuratury apelacyjnej we Wrocławiu, która to 
prokuratura za pośrednictwem byłego posła Antoniego Stryjewskiego (LPR, RP) 
otrzymała juz ten materiał - w tamtej kadencji sejmu. Możliwości mafii 
Wrocławskiej okazywały się rażąco większe niż posła RP, który zabiegał o 
elementarną sprawiedliwość - Wrocławska mafia sobie drwiła ze starań Posła 
Stryjewskiego. Prokuratura Apelacyjna teraz nie chciała wydać tego pakietu, 
który był skierowany do CBA. Dziwne jest to, że nie ma koperty, w której był 
ten pakiet, gdzie adresatem było CBA. Zapytajmy, czy to jest formalna droga, 
że CBA przekazuje akta prokuraturze krajowej?

Na policji Wrocław Śródmieście następujące zdarzenie miało miejsce, bo 
chodziło władzom P.Wr, Rektorowi Mulakowi, aby asystent P.Wr, Jacek Bąbka, 
miał wyrok skazujący i żeby go można było zwolnić. Wezwano go na policję 
jako świadka, skuto i przetrzymano w areszcie, konsekwencją tego wezwania 
było oskarżenie go, że rzucił się na dwóch funkcjonariuszy. Na szczęście 
miał dyktafon i oficjalnie oznajmił, że musi nagrywać, bo nie wezwano na to 
przesłuchanie, na jego prośbę, adwokata oraz czynnika społecznego (w mojej 
osobie). Policjanci zabrali mu dyktafon. Prokuratura sporządziła akt 
oskarżenia i proces przed sądem toczył się parę lat, bo policja nie chciała 
przedłożyć kasety z nagraniem. Nagranie było dowodem, że J. Bąbka nie rzucił 
się i nie pobił dwóch policjantów wyższych od niego o głowę; w końcu został 
uniewinniony.

Niewygodnych pracowników P.Wr. się zwalnia, preparuje się przeciwko nim 
oskarżenia, ale też stosuje się całą gamę prześladowań, które mają 
zniechęcić wszelkie krytykowanie układu. W P.Wr. taką instrukcją jest 
represjonowanie przez władze centralne, faktycznie Rektora, nawet 
superzdolnych, ale niepokornych, mogą to być najwybitniejsi uczeni: rektor 
wysyła odpowiedni sygnał do administracji, np. nie chce się umówić, nie 
odpisuje na pisma itd., a jednocześnie wydaje instrukcje co należy mówić - w 
przypadku P.Wr. odpowiednią instrukcją co należy mówić było pisemko Pryzmat, 
czyli tuba Rektora, w którym to piśmie nie było nawet śladu informacji o 
przestępstwach o charakterze gospodarczym, administracyjnym, ekonomicznym.

To co mogę tu napisać jest zaledwie czubkiem góry lodowej. Moje sprawozdanie 
nie ma charakteru zemsty, jakiegoś subiektywnego donosu - byłam zawsze 
wolna, nie chciałam się uzależniać od wysokości apanaży, od pieniędzy, 
chciałam nosić głowę wysoko i nosiłam jasno patrząc ludziom w oczy. Mimo to, 
że mam tylko 1200 zł. emerytury.

Rektor P.Wr. Luty, Przewodniczący Kolegium Rektorów Szkól Wyższych, pomimo 
amalgamatu miasto - P.Wr., ma też wyrok z pozwu cywilnego S'80 o naruszenie 
dóbr. Tu sąd nie zasądził odszkodowania. Gdy zaś dochodziłam swoich praw w 
sądzie pracy, bo okradziono wszystkich pracowników  z dodatku za pracę przy 
komputerze i sąd I instancji patrząc na moje mizerne dochody nie obciążył 
mnie kosztami, to sąd II instancji dołożył mi 900 zł, a rektor nie rozłożył 
mi tej kwoty na raty.

Nadano w P.Wr. kardynałowi doktorat HC i proszą go na otwarcia roku 
akademickiego, jakby P.Wr. nie miała wielkich szkół stricte naukowych i 
musiała nagradzać, powiedzmy, pragmatykę III R.P.

No dobrze, jeśli rektor Luty jest takim prawym i uczciwym katolikiem, to 
dlaczego tak wychował jedyną córkę, że ta kradnie dorobek intelektualny 
uczonych. Dr Luty - juniorka zrobi, jak większość, habilitację na kradzionej 
myśli. Znam takich wielu, trzeba i temu się przeciwstawić, przywrócić rangę 
przysięgi doktorskiej, która - uwaga!! - warunkowała nadanie stopnia doktora 
nauk.

B. wojewoda prof. dr inż. Zalewski, pracownik P.Wr., ukradł, a niech władza 
ustala komu, nieruchomość, którą zarządzała AM jako domem studenckim 
"Eskulap".  W AM wykwaterowano studentów z tego domu, rzekomo miał być 
remontowany i wyposażony. Po remoncie, jak informował Maciej Kowalski , 
wyposażony akademik oddano zakonowi. A naprawdę, ten akademik nie 
wyremontowany, pusty przekazano P.Wr.! Akurat tym się zajmowałam, go 
(budynek) odbierałam od AM. Następnie P.Wr. wyburzyła ten obiekt i powstała 
b. duża działka w samym centrum Wrocławia. Na tę  nieruchomość zgłosił się 
kupiec w osobie niejakiego Lejmana, związanego z układem mafijnym, b. 
działacza AZS. Poprzez znajomych profesorów i senatorów udało mi się 
zablokować tę "wspaniałą" transakcję.

Wyremontowano z funduszu socjalnego kamienicę przy ul. Prusa 43. Ja sama 
jedna, jako pracownik P.Wr., uratowałam 10 mieszkań, które miał po remoncie 
otrzymać wykonawca remontu. Mieszkania miały być przeznaczone dla 
pracowników. Takie były uzgodnienia społeczne z Rektorem (Minister KBN 
Wiszniewski, kandydat na premiera!). Ale w senacie zmieniono ustalenia na 
takie, że mieszkania idą do sprzedaży. Mieszkania mogli nabyć tylko ci 
pracownicy, którzy nie mają mieszkań, bądź ich wspólmałżonkowie, Cena m2 
była wysoka, większość pracowników się wycofała, innych nie dopuszczono, 
władza obniżyła wtedy cenę i rektor Wiszniewski i prorektor Luty, dziś 
Rektor, za grosze nabyli mieszkania, mając ... wille. A pracownicy naukowi 
samodzielni, z wielkim dorobkiem, gnieździli się na 40 m2 i nie mogli kupić 
mieszkania.

Rektor Luty jako pracodawca okradł pracowników nie nauczycieli pozbawiając 
ich 12% premii i robiąc premie uznaniową, która otrzymują dobrze widziani. 
Politechnika jest instytucją budżetową i nie wypracowuje zysku, zatem nie 
może być premii uznaniowej.

Politechnika Wr. wiedziała, że będzie wprowadzony stan wojenny, ponieważ 
funkcjonariusz SB Kmetko był z kimś skoligacony, albo w układach 
biznesowych. Prawdopodobnie, w związku z tym dostał do remontu kapitalnego 
dom studencki przy ul. Podwale (w ciągu budynku znajduje się prokuratura), 
który był już po remoncie, otrzymał od miasta również inwestycję na remont 
szpitala na Brochowie. Wziął pieniądze i stworzy firmę transportową KERAM 
(powiązanej z Frasyniukiem); dokonał też wielu innych przestępstw, a w 
sprawie  remontu domu studenckiego prokuratura Wrocław-Śródmieście nie 
dopatrzyła się przestępstwa i umorzyła dochodzenie.

Uczeni P.Wr. oprotestowywali ustawę lustracyjną, bo większość z nich 
współpracowała ze służbami.

Wszystko to działo się nie za władzy PiS, oprócz mego doniesienia do 
prokuratury o nieprawidłowościach w sprawie niewygodnej lekarki i 
doniesienia p. Paściak do CBA.

Wymienione pokrzywdzone osoby imiennie pisały do ministra Ziobry, ale 
wszystko wracało do prokuratorów wrocławskich, na których się skarżyli, że 
dokonują przestępstw we Wrocławiu.

Nazywam się Weronika Falikowska, nr mojej komórki : 607 159 369,

-------------------------------------

Otrzymał jakiś czas temu i przekazał obecnie

boukun


DateSujet  Auteur
22.06.
o   Mafia rządzi
boukun
Groups Explorer contact votre avis comment ça marche? rechercher un groupe suggérer un groupe abuse accueil du site   Imprimer cette page   Envoyer cette page ŕ un(e) ami(e)
Free counter and web stats