Użytkownik "jacek"
> ale cóż mi?
> powiem swoje i pójdę, bo znam kilka zasad.
Podsumowanie mijającego
Każdego roku, gdy zbliżają się święta
Mikołaj do rezydencji przybywa rezydenta
Z torbami pełnymi, nie wypuszcza ich z ręki
Strasznie cenne są widać te jego prezenty
Namiestnik od dawna spodziewał się kłopotów
Szefa rozpoznał po nadruku (nie, nie dla idiotów)
I po chuchu, bo Mikołaj to taki boski żołnierz
Co nie wylewa ambrozji za tak zwany kołnierz
Przywitał go chleba kielonkiem z odrobiną soli
Święty przepił i pyta: Co cię brachu boli?
Bo choć wiesz, że ziemskie sprawy mam głęboko w dupie
Lecz słyszałem, że świętą wojnę toczono na grupie?
Hufce stoją gotowe, jeśli wsparcia trzeba
Mów, smród tej sprawy dotarł już do nieba!
Ty wskaz prowodyrów, a ja przed adwentem
Wytępię zło całe z grupy i to ze szczętem!
Miecz gorejący zza pazuchy wyszarpuje
I zaczepno-obronną pozycje zajmuje
Rycząc: Powyrywam wrogom Les'a z dupy nogi
Bom jam ci jest niczym święty. Obi Wan Kenobi!
Któż był tak bezczelny i kto się spodziewa
Że wydrze ci folwark, nadany przez nieba?
Wszak dobrych, zdolnych ludzi broni duch wszelki!
Krzyczy - i rozpłata na pół wszystkie mebelki
Rozpirzyłby pewnie w drzazgi i obrócił w nice
Prócz domu Les'a kwartał, a może dzielnicę
W świętym gniewie, w słusznej zapalczywości
Gdyby go namiestnik znowu nie ugościł
Usiedli na gruzie (były Les'owy dobytek)
I M. wreszcie z rozumu począł robić użytek
- Ech, teraz to i ja wiem, ze była błędem
Ta słynna akcja z Adamowym żebrem
Głupie te baby, do armii się pchają
Potem się dziwią, że bomby spadają
A wszystko przez równouprawnienie cholerne
Grupy dyskusyjne winny być koszerne!
Po co im było dawać prawo do głosu?
Wszak mówi przysłowie "nie prowokuj losu"
Tylko patrzeć jak zechcą wielbłądem kierować
A nam przypadnie w czarczafie za nimi drałować
Lecz z praw przyznanych im pochopnie rozlicznych
Najgorsze jest to, tyczące prowadzenia poj. mechanicznych
Wszystkie drogi by się stały od razu bezpieczne
Gdyby im zabrać od teraz choć lusterka wsteczne!
Tu wskazał na swe sanie, dziwnie pokręcone
Stojące w cieniu ruin, co wciąż zwały się domem
I zrozumiał namiestnik, dlaczego nasz Święty
Ma w te święta humor, niczym karpik śnięty
- Weź wszystkie prezenty, chciałem cię przeprosić
Nie musisz ich w tym roku nikomu roznosić
Mówi. - Strat twoich pewnie i to nie wyrówna
Lecz może zabije przykry zapach. no przykry!
Oto idzie nowe i pod babskim rządem
Znajdą się i tacy, co jak B. popłyną z prądem
Ale nie G (doktor), bo to jest herezja
Sugerować, że się objawił, gdy wróciła poezja
Jackowi też nie spadną z głowy siwe włosy
Niby pisze wierszem, za to słyszy głosy!
W końcu on jeden podtrzymał, na to mi wypada
Tradycję, że się życzenia przed świętami składa
Może spać spokojnie, kto Aguą jest chrzczony
Za to prezent dla Klona Ffiony, to pomysł szalony
Ira jest ze snu, więc dostanie codzienność
Będzie mogła ją zrzucać, kiedy zbliży się... ciemność
Gdyby nie to, ze mój worek całkiem pusty
Dostałby coś pewnie Bzd, Sky, Bnt, a nawet 666
A tak, uwaga, tylko Pa - Pie się dostanie
Wycieczka w stroju toples (heh, po Pakistanie!)
Powiedziałem swoje i pójdę, a hen, za górami
Zostawiam wam tablice z mymi zasadami
Jest ich niewiele, Lesiu, drogi bracie
Najważniejsza zaleca - żyjcie w celibacie!
Uścisnął prawicę i poszedł zgarbiony
Staruszek tym stresem jeszcze postarzony
W stronę właśnie wschodzącego słońca...
I to właściwie był początek końca*
LeeP;)
Dedykuję przemile beztroskiej, młodej i powabnej istotce (Istotce? NieoDparcie
ciśnie się na usta inne, podobne określenie), która w czwartek przedświąteczny
próbowała na rondzie Zawiszy zaparkować swoje autko na plecach mojego (niestety
skutecznie).
Wesołych Świąt!!!
* Starego roku