[Przeczytane] Roman Bratny, Kolumbowie rocznik 20.
[ Nouvelle discussion
| Répondre au groupe
|
pl.rec.ksiazki ]
Kiedyś, o ile pamiętam, była to lektura, nakręcono na podstawie niegdyś
głośnej powieści okresu odwilży film, ukuto wreszcie słynne „Pokolenie
Kolumbów”. Nowatorskie rozliczenie się nie tylko z wojną, podczas której
młodzi ludzie przeżywają swoją młodość w nieustannym zagrożeniu, narażeni na
wszystko to, co złego wojna przynosi, a mimo to starają się zachować swoją
młodość a nawet ideały. Niektórych może razić nieproporcjonalny rozkład tego
rozwoju – jeden z głównych bohaterów skłania się ku nurtom lewicowym,
drugi –
już po wojnie – trochę, a reszta jest oślepiona kataklizmem i niezbyt
przyjemną propagandą kręgów londyńskich.
Z niepokojem przypominałem sobie tę lekturę i muszę powiedzieć, że na
pierwszych dwóch tomach nie zawiodłem się zbytnio. Jedynie to tendencyjne
traktowanie idei mnie mocno raziło. Napięcia, rozterki, niebezpieczeństwo i
ryzyko – te elementy są wcale dobrze wkomponowanie w niekiedy przerażająco
okrutną akcję powieści, ale taka jest przecież wojna. Taka jest „Śmierć po
raz
pierwszy”, czyli pierwszy tom. Przegląd postaw Polaków bez oszczędzania
tych
najgorszych, z wyraźnie akcentowaną niechęcią do poglądów prawicowych, których
autor chyba do końca nie rozumiał, albo nie chciał przyjąć ich istnienia do
wiadomości.
„Śmierć po raz drugi” – drugi tom trylogii to próba
rozrachunku z Powstaniem
Warszawskim. I tu zaczyna się moja rozterka – z jednej strony trzeba
patrzeć
na ten rozrachunek niewątpliwie niepochlebny dla tych, którzy dali do niego
rozkaz, z drugiej zaś pierwszy po dziesięciu latach milczenia i opluwania
bohaterów obraz przedstawiający nieco inną, jakże zróżnicowaną prawdę tym
niezwykle tragicznym wydarzeniu w dziejach miasta a po zakończeniu wojny –
narodu. Kiedy czytam opisy walk i ruin, przypomina mi się dyskusja nad
Powstaniem z lat dziewięćdziesiątych, kiedy dopiero wtedy można było swobodnie
oceniać decyzje i postawy. I od razu „Pierścionek z końskiego
włosia”, który
jest mi bliższy i nadal góruje – w mojej ocenie – nad trylogią
Bratnego.
Bratny w oczach historyków najnowszej generacji się nie liczy, a jeżeli już go
trzeba wziąć pod uwagę, to jako mizernego kolaboranta lub pieczeniarza
systemu. I takie, na pierwszy rzut oka, wydaje się „Życie”, czyli
trzeci tom
„Kolumbów”. I znowu zderzam się z dwoma czytaniami tego samego
tekstu (nota
bene nie pamiętałem większości z rozdziałów tego tomu). Jak na tamte lata, a
więc na czas publikacji, lektura to śmiała i obrazoburcza. Jestem przekonany,
że tak ją odczytało ówczesne pokolenie (o ile je czytało) rówieśników
bohaterów powieści. Po latach podobnie je odczytuję. Jako obraz zagrożenia ze
strony opresyjnego, nowego, pełnego drażliwości i podejrzeń systemu. A do tego
grupa idealistów o wyraźnie socjalistycznych skłonnościach, która próbuje
pogodzić wodę z ogniem, a więc zdrowy rozsądek z szaleństwem doktrynerstwa.
Jakże często się ten motyw powtarza. Literackie tworzywo jest wręcz
nieograniczone, gorzej z jego wykorzystaniem. I tu Bratny popełnia kolejny
grzech (ale czy na pewno, przecież był przekonany do idei komunizmu z
wyimaginowaną przez siebie ludzką twarzą). Zapewne wielu czytelników nie
wybaczyło mu tego grzechu, aczkolwiek trafił w sedno. Jak bowiem wyprowadzić
ludzi z wojny w pokój? To nie jest płynne przejście, to nie tak, jak gdyby się
przechodziło z pokoju do pokoju. Tu działają ideologie, stereotypy i nawet
przysłowiowi już dzisiaj „inni szatani”. Warto ich zobaczyć, poczuć
ich
perfidię i trochę naiwną, a jednak bardzo niebezpieczną jednostronność. Warto.
To jest wyraźnie powieść przeciw prostym, gruboskórnym metodom. Warto ją
czytać ku przestrodze.
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/

|
 cette fonctionnalité est reservée aux membres ayant une session active !
|