[Przeczytane] K.Boruń, A.Trepka, Proxima
[ Nouvelle discussion
| Répondre au groupe
|
pl.rec.ksiazki ]
Druga część trylogii Borunia i Trepki to przykład tego, co kiedyś nazywało
się u nas klasyczną, pozytywną s-f. Wyprawa do najbliższej naszemu układowi
planetarnemu gwiazdy dociera do niej po stu trzydziestu latach podróży przez
kosmiczną pustkę. Rozpoczynają się kompleksowe badania poszczególnych planet.
Naukowcy są niezwykle sceptycznie nastawieni wobec przejawów ingerencji lub
istnienia śladów obcej cywilizacji. W zespole powstaje rozdźwięk spowodowany
podejściem do zagadnienia interwencji człowieka w obcą, choćby prymitywną
cywilizację. Jest to pierwszy sygnał problemu, który potem zajmie tak wiele
uwagi naszego mistrza tego gatunku. „Proxima” to dopiero wstęp.
Autorzy
jeszcze ciągle mają podejście silnie antropologiczne do badania obcych
cywilizacji, chociaż już – w przydługich wywodach – próbują się
wobec niego
zdystansować. Nie jest to jednak takie proste.
Bohaterowie odkrywają najpierw inny świat, który właściwie nie powinien
istnieć, ponieważ planeta, na której przetrwał obiega macierzystą gwiazdę zbyt
blisko. Potem powodują mutację jednej bakterii, co może się skończyć
wyginięciem wszystkich gatunków. Mają okazję nawiązać kontakt z prymitywną
cywilizacją, którą skrupulatnie badają, nieświadomie interweniując w jej życie
(ale to już wina autorów, a nie bohaterów).
Wreszcie, po licznych dramatycznych przygodach, odkrywają potężne podziemne
skupiska miejskie pozostawione przez wysoko rozwiniętą cywilizację. Podczas
tego poszukiwania tracą jednego z najcenniejszych członków załogi.
Przyjemnie jest po latach przypominać sobie takie lektury, mniej przyjemnie
jest wyłapywać bez trudu potknięcia autorów. Nie chodzi mi o naukową
interpretację zjawisk, chodzi raczej o borykanie się z samym tworzywem.
Bohaterowie Borunia i Trepki są dobrzy (to jeszcze można zrozumieć), bardzo
rozwinięci intelektualnie (to oczywiste), sprawiedliwi i tak dalej. Brakuje im
jednak tego, co nazywamy człowieczeństwem na co dzień. Oni chcą być zawsze
akuratni. Pisał kiedyś Lem, że niezwykle trudne jest połączenie wiedzy o
najnowszych zdobyczach nauki, wyobraźni, jak one będą się rozwijały i talentu
literackiego. Niestety, tego ostatniego Boruniowi i Trepce trochę zabrakło.
Mamy więc do czynienia z gadającymi głowami, albo z zupełnie nieporadnymi w
sprawach osobistych młodymi, ba, dziecinnymi ludźmi. Nie chcę, żeby wszyscy
byli szeryfami, twardzielami i Bóg jeden wie, jakimi talentami obdarzeni. Brak
mi po prostu ludzkiej dwoistości lub ułomności.
Pod koniec lektury czułem się znużono. Nawet wakacyjna atmosfera nie
przyniosła ulgi. Na „Kosmicznych braci” trzeba będzie chyba dłużej
poczekać.
Dariusz Cichocki
[K. Boruń, A. Trepka, Proxima]
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/

|
 cette fonctionnalité est reservée aux membres ayant une session active !
|