No niestety, tym razem Pixar się nie popisał. Tzn. popisał się
poziomem animacji, ale fabuła leży na całej linii. Był pomysł początkowy
i nic za nim nie poszło. A dialogi robotów, które co 3 minuty wymieniają
celne spostrzeżenia w różnych tonacjach, aczkolwiek o tej samej treści
("Eva!" "WallE") doprowadzają do szewskiej pasji.
Poza tym to film dla nikogo. Niby dla dzieci, bo fabułka infantylna do
imentu, niby dla dorosłych, którzy się mają pobawić różnymi nawiązaniami
do kultowych filmów, z Odyseją 2001 na czele, motywem zagubionej arki,
tudzież kilkoma jeszcze innymi, których już nie pomną, bo jakoś mało
zaakcentowane były, a notesika pod ręką nie miałam, ale jakoś to takie
mało chwytliwe, mało dowcipne - tzn. de facto poczucia humoru zero, no
może z wyjątkiem pierwszych 5 minut, rozwlekłe i nudne.
No właśnie, pierwszych 5 minut jest OK, czyli wychodzi na to, ze
pierwotnie miała to być krótkometrażówka, której zabrakło pointy, więc
zrobiono długi metraż, któremu tym bardziej zabrakło pointy.
Ostrzegam więc - jeśli macie darmowe wejściówki, możecie iść, ale moze i
tak lepiej je spożytkować na coś moze nie arcydziełowatego, ale
przynajmniej strawnego.
S
p
o
i
l
e
r
s
p
a
c
e
s
p
o
i
l
e
r
Totalnie zdewastowana Ziemia, zarzucona hałdami śmieci, które tytułowy
WallE pieczołowicie sprząta już od 700 lat, wyławiając co cenniejsze
perełki (typu kaseta wideo, ładny dekiel, kostka Rubika itp.), natomiast
resztę po sprasowaniu w kształtny sześcianik ustawia w wieżowce,
przemyślane architektonicznie i wyższe od tych stojących jeszcze, a
wybudowanych przez człowieka. To było OK. I tylko to.
Joanna