Wizja megalomana wariata " Upadek ? "
[ Nouvelle discussion
| Répondre au groupe
|
pl.hum.poezja ]
Wzlot powolny - niewymuszony.
Masa i grawitacja zniknęły.
Nieważkość.
Widzę Starówkę, Polskę
i całą Ziemię.
Oddalam się coraz szybciej.
Rosną gwiazdy.
Obejmuję je rękami
i już cały Wszechświat
pojmuję z góry -
z boskiego dystansu.
Powolny narastający szum.
Tętnienie w skroniach.
Chłód, który nie rani.
Wszechobecne szepty
zewsząd ... coraz głośniejsze.
Wiem kiedy zgasną galaktyki,
kiedy narodzi się nowa kometa.
Słyszę szept wiatru i chmur
na każdej z miliardów planet.
Ptaki poszukujące pożywienia.
Każdą mrówkę i pszczołę.
Pulsowanie energii w bakteriach,
zmiany potencjałów
w wiązaniach nukleonów.
Ustawiam elektrony
na orbitach atomów.
Nadaję przeznaczenie każdemu
fotonowi i wiem, gdzie narodzić
powinien się nowy.
Ustawiam je w zbiory,
a zbiory w snopy.
Z tych tworzę planety.
Wygrywam muzykę Wszechświata.
Zapalam i gaszę już całe Galaktyki.
Wszystko płynie.
Czas przestaje istnieć.
To tylko forma ograniczająca
działanie i świadomość.
Interwał między dwoma stanami
tej samej cząstki.
Po co ? Dlaczego ?
Natarczywe, ciekawskie szepty
Narastają.
Już nie informują ...pytają.
Wszystko szepcze dokoła.
Każda gwiazda i planeta.
Każdy ptak, mrówka i atom.
Zgiełk narasta.
Nie ma już harmonii.
Tylko wszechobecny chaos.
Spadam.
Wszechświat już nie jest
częścią mnie.
Ja staję się nim.
Wchłania mnie jak płomień
zeschły liść.
Zapadam się.
Szybciej, coraz szybciej.
Znikają odpowiedzi i
.... znów są tylko pytania.
Naradzam się,
czy gasnę ?

|
 cette fonctionnalité est reservée aux membres ayant une session active !
|