Smyrek siedział pod drzewem i wylizywał żywicę sączącą się spod kory.
Drrrryń - zadzwoniło coś tuż nad jego uchem. 'Czyżbym miał w głowie
dzwoneczek' - pomyślał Smyrek - 'a może to Sianoduch schował się w
wiewiórczej dziupli i robi sobie ze mnie żarty?' W istocie miał podstawy
przypuszczać, że to sprawka Sianoducha - wiewiórka kręciła się niespokojnie
na samym czubku olchy, a jej rudy ogon podskakiwał nerwowo jak rosochata
batuta.
Wyłaź ty nikczemna kreaturo! - krzyknął podnosząc kudłatą głowę, a jego
okrągły nos zabłyszczał w słońcu jak prawdziwy bursztyn - wiem, że znowu
chcesz mnie zamęczać swoimi głupimi teoriami, więc daruj sobie te mało
zabawne wstępy!
Jesteś nudny kudłaczu - Sianoduch już siedział za plecami Smyrka wywijając
olchową rózgą - i nie masz za grosz poczucia humoru.
Sianoduch jak przystało na przedstawiciela istot nie mających ani ciała ani
tym bardziej poczucia wstydu, godności i innych tego typu pierdół
prezentował się nijako. W krystalicznym powietrzu poranka jawił się
zielonkawą poświatą - coś między szpinakiem a wyrzyganą zupą ogórkową.
- Czego? - zapytał Smyrek konkretnie
- Mam zagadkę, ale nie dla ciebie - wysyczał przebiegle Sianoduch - z tobą
chcę się założyć. Jeśli przegrasz wsadzisz palec do nosa albo do tyłka -
wybór należy do ciebie.
- Oczywiście zakładasz, że przegram
- Oczywiście, że tak - twarz Sianoducha wykrzywiła się w niby - uśmiechu o
kształcie i konsystencji rozciągniętego gluta
- No to gadaj o co chodzi - Smyrek chciał mieć to już za sobą. Żywica
toczyła się leniwie acz apetycznie, a spotkania z Sianoduchem zawsze
kończyły się jakimś smrodem. Wybór był więc prosty - należało zaliczyć
kolejną próbę i spieprzać
- wiesz co - bąkną Smyrek nieśmiało - zrobimy inaczej - ja sobie od razu coś
włożę i będzie po sprawie.
Po tych słowach świat wokół Sianoducha zrobił się jakiś ciemny i duszny.
Pytanie - zagadka brzmi - co i gdzie włożył sobie Smyrek? Dlaczego Sianoduch
nie do końca był kontent ?
I.