accès aux groupes de discussion, consultation et publication d'articles, recherche de "newsgroups"...
membres, identifiez-vous
é-mail Mot de passe
nouveau ? mot de passe oublié ?
Chargement... Chargement en cours...

Groupes français belges canadiens suisses internationaux Nétiquette
Échangez opinions et commentaires dans les forums de discussion.

dawno nie było glutownika

 [  Nouvelle Discussion Nouvelle discussion  |  Répondre au groupe Répondre au groupe  |  pl.listserv.chomor-l ] 

Retour : Accueil du site pl listserv chomor-l  


  Sujet:   dawno nie było glutownika  
 De: onrad" <bezadr...@gmail.com
 Groupes: pl.listserv.chomor-l
 Organisation: "Portal Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl"
 Date: 11. Jul 2008, 15:22:07
z kilka lat temu pierwszy raz to tu zobaczylem, wtedy zrobilo furorę (co 
się objawiało tym, ze trafilo kilka razy pod rzad jako tax) i zniklo :) 
wiec przypomne :) dowcip strasznie dlugi, ale przez to ma swoj klimat. 
zapażyć kawę i iść czytać (uwaga! wypić prze puentą!)

dowcip o gluotwniku

Był sobie pewien niezwykle bogaty a przy tym ekscentryczny milioner.
Osiągnął w życiu wszystko. Wreszcie, przeszedłszy na emeryturę, 
postanowił zrealizować największe marzenie swojego życia - wybrać się w 
podróż dookołaświata wierną kopią średniowiecznego żaglowca.

Wszystko w tej podróży miało być tak, jak było w średniowieczu. 
Żaglowiecmusiał być zrobiony dokładnie tak samo, przy użyciu tych samych 
materiałów,narzędzi i technologii, jak kiedyś. Na pokładzie nie mogło 
być żadnychinnych urządzeń, jak tylko te znane w średniowieczu. Zapasy 
żywnościprzygotowano w ten sam sposób. Załoga była ubrana w 
replikiśrednioweicznych ubrań. Sam miloner, pasjonat żeglarstwa, miał 
zostać kapitanem.

Nie było łatwo zrealizować ten plan. Samo zbudowanie wiernej kopii 
żaglowcaokazało się niezwykle skomplikowanym przedsięwzięciem. 
Wybudowano średniowieczną stocznię. Zatrudniono z całego świata 
najlepszych szkutników, którzy mieli pojęcie o budowie średniowiecznych 
statków. Niektóre technologie trzeba było odtworzyć. Płótno na żagle 
zostało utkane specjalnie na potrzeby ekspedycji przy użyciu starych 
metod. W podobny sposób zostały wykonane liny...

[Tu należy w podobnym duchu pieprzyć jeszcze z piętnaście minut...]

Równocześnie kompletowano załogę. Na podstawie starych dokumentów 
ustalono, jakie profesje czy umiejętności były przydatne na statku. 
Zbierano i przeszkalano chętnych. Produkowano narzędzia.

[Tu przez następne dziesięc minut rozwodzimy się nad problemami ze
skompletowaniem załogi]

Wreszcie wszystkie prace zostały zakończone. Ustalono datę wyjścia w 
morze. Piękny żaglowiec kołysał się majestatycznie przy nabrzeżu. Na 
pokładzie gorączkowo krzątała się załoga. Nawigator ostatni raz 
przeglądał pożółkłe pergaminy map, polerował szkła sekstansu, sprawdzał 
tablice gwiazd. Żaglomistrze sortowali setki metrów kwadratowych żagli, 
kontrolowali kilometry konopnych lin. Bosman razem z cieślą dokonywali 
ostatniej inspekcji kadłuba. Kuk liczył beczki z solonym mięsem. Załoga 
pod pokładem rozwieszała hamaki i worki ze swoimi rzeczami.

[i tak dalej przez parę minut opisywać krzątaninę na pokładzie]

Wtem na nabrzeżu pojawił się mały, niepozorny człowieczek, ubrany w 
ciemną, długą szatę. Pod pachą trzymał niewielką, drewnianą, obitą 
płótnem skrzynkę. Bez wahania skierował się na trap i zaczął wchodzić na 
pokład.

- A wy kto? - zapytał bosman.
- Jak to kto? - zdumiał się człowieczek - jestem ostatnim członkiem 
waszej ekspedycji.
Bosman pośpiesznie wyjął listę załogi. Wyglądało na to że nikogo nie
brakuje.
- Na prawdę? A kim jesteście? Jaka wasza profesja?
- Jestem glutownikiem - wyjaśnił człowieczek - Wiem, że wasza ekspedycja 
nie ma jeszcze glutownika.
- Eeee.... glutownikiem? - spytał z głupią miną bosman.
- Właśnie! Przecież nie wypłyniecie w morze bez glutownika!
Bosman nie miał pojęcia, kim jest glutownik, ale żeby nie stracić twarzy,
postanowił się do tego nie przyznawać.
- Cóż, macie rację, dobry człowieku. Jednakowóż, decyzję o waszym 
dołączeniu do załogi podjąć musi kapitan. Może ma innego nagadanego 
glutownika?

Bosman pośpieszył do kajuty kapitana na rufie, zameldował się służbiście 
i rzekł:
- Panie kapitanie! Melduję, że na statek zgłosił się glutownik!
- Kto? - spytał ze zdumieniem milioner?
- Glutownik, kapitanie! Nie mamy jeszcze w naszej załodze glutownika, a 
przecież jutro wychodzimy w morze. Czy mam dołączyć go do załogi? A może 
pan kapitan ma nagadanego innego glutownika?
Kapitan - milioner zawahał się. Nie miał pojęcia, kim jest glutownik, a
przecież przeczytał wiele dzieł traktujących o średniowiecznej żegludze.
Ale - może coś pominął? Wyglądało na to że bosman doskonale orientuje 
się w temacie, a to przecież nie lada fachowiec! Skoro twierdzi, że 
glutownik jest w podróży niezbędny...
- W porządku, bosmanie! Rzeczywiście, nie mieliśmy dotąd glutownika. Nie 
udało mi się, eeee..., żadnego znaleźć. To bardzo rzadka profesja.
Obawiałem się płynąć w morze bez glutownika, ale nie miałem wyboru. To 
szczęście, że zgłosił się do nas ten człowiek! Proszę zapewnić mu 
wszystko, czego będzie potrzebował do swoich, eeee...., czynności 
glutowniczych.
Zresztą, sami dobrze wiecie bosmanie co robić!
- Rozkaz, kapitanie - odpowiedział bosman, zasalutował i wyszedł,
postanawiając później wyciągnąć jakoś od kapitana, czym zajmują się
glutownicy. Tymczasem, w swej kabinie kapitan wsparł głowę na rękach i 
dumał, jak podejść bosmana by ten niepostrzeżenie wyjawił mu prawdę o 
glutowniku...

Glutownik nie miał duzych wymagań. Polecił jedynie rozstawić na 
pokładzie mały namiocik i zakazał komukolwiek wchodzenia do środka.

Podróż rozpoczęła się. Żaglowiec przecinał fale, prowadzony pewną ręką 
sternika. Załoga na masztach pracowała niczym dobrze zestrojony 
mechanizm. Nawigator dbał o to żeby statek nie zszedł z przewidzianego 
kursu.

Jedynie działania glutownika owiane były mgła tajemnicy. Co jakiś czas, 
z malego namiociku dobiegały jakieś stuki, trzaski, odgłosy piłowania, 
jednak efekty jego pracy nie były dostrzegalne dla reszty załogi.

Kapitan czasami próbował wyciągnąć od bosmana informacje o tym czym 
zajmuje się glutownik. Pytał:
- Powiedzcie mi, bosmanie, na jakim etapie są czynności naszego glutownika?
Czy wszystko przebiega jak trzeba?
Na co bosman odpowiadał niezmiennie:
- Wszystko jest w najlepszym porządku, kapitanie!

Z kolei bosman próbował podpytać glutownika o jego pracę, ale otrzymywał 
od niego odpowiedź podobną do tej, której sam udzielał kapitanowi.

[tu mozna z pięć minut rozwijać temat...]

Wreszcie kapitan nieco się zniecierpliwił, i pewnego dnia spytał glutownika:
- Dobry człowieku. Minęły już prawie dwa miesiące naszej ekspedycji. Z
niecierpliwością czekamy na efekty waszych prac glutowniczych. Kiedy
będziemy mogli je obejrzeć?
Glutownik spojrzał ze zdziwieniem na kapitana.
- Jak pan Z PEWNOŚCIĄ WIE, panie kapitanie, czekamy na bezchmurną pełnie 
księżyca. Do tej pory mieliśmy dwie pełnie, niestety księżyc był 
zasłonięty przez chmury. NA PEWNO orientuje się pan, ze bezchmurne niebo 
jest warunkiem wprost kluczowym dla powodzenia moich czynności.
- Ehmm, tak, oczywiście... - wymamrotał kapitan i nie rozwijał już tematu.
Jednak później tego dnia, chcą udowodnić bosmanowi że nie gorzej niż on 
orientuje się w czynnościach glutowniczych, powiedział mu:
- Nie mogę się wprost doczekać, bosmanie, kiedy wreszcie będzie 
bezchmurna pełnia, by obejrzeć efekty działań naszego przyjaciela 
glutownika.
- Eeeee... tak, panie kapitanie - powiedział bosman, utwierdzając się w
przekonaniu że o glutowniku kapitan wie wszystko.

Wreszcie nadeszła bezchmurna pełnia. Na pokładzie dało się odczuć
narastające podniecenie. Glutownik poprosił nawigatora o dokładne
wyznaczenie północy. Niestety, pod wieczór przyszły chmury i rozszalał 
sie sztorm...

[...dla lepszego efektu zmęczenia słuchacza powyższe dobrze jest 
powtórzyć parenaście razy...]

Wreszcie nadeszła kolejna pełnia. Tym razem chmur nie było. Cała wolna 
od obowiązków załoga zgromadziła sie na pokładzie. Wzeszedł księżyc. 
Glutownik poprosił kapitana, aby zmieniono kurs tak by księżyc świecił 
ze sterburty. Uczyniono to. Nawigator zdjął dokładną pozycje statku i 
dokładnie obliczył lokalny czas, przygotowując się do wyznaczenia północy.

Na pół godziny przed północą na pokład wyszedł glutownik ubrany w 
uroczystą, purpurową szatę. Na pokładzie postawił swą skrzynkę. Wyjął z 
niej małą deszczułkę o przekroju trójkątnym, i położył ją tak by ostry 
koniec trójkata sterczał ku górze. Na tej deszczułce położył w poprzek 
drugą, płaską, tak że całość stanowiła coś w rodzaju huśtawki czy też 
dźwigni. Na jednym z końców dzwigni połozył małą, drewnianą, pomalowaną 
na złoto kulkę.
W rękę trzymał misternie rzeźbioną krótką pałkę.

Wszyscy zamarli w oczekiwaniu. Powoli zbliżała się północ. Świecił księżyc.
Lekki wiatr pchał statek przed siebie.

Wreszcie nawigator dał znać, że północ nastąpi za pół minuty. Wszyscy
wstrzymali oddech. Ostatnie dziesięć sekund nawigator odliczał dźwiękiem 
okrętowego dzwonu.

Kiedy nastąpiło ostatnie, dziesiąte uderzenie dzwonu, glutownik 
zamachnął się trzymaną w ręku pałką i z całej siły uderzył w wolny, 
sterczący do góry koniec deszczułki na której drugim końcu spoczywała 
kuleczka. Kuleczka wystrzeliła do góry, błyszcząc w świetle księżyca, 
zatoczyła wielki łuk nad relingiem i wpadła do wody wydając głośny dźwięk...
..
..
..
......GLUT!!!!!!!!!!!!!!!!


- Proszę pani ja się chyba w pani zakochałem - mówi dziesięcioletni Jaś 
do swojej nauczycielki.
- Przykro mi chłopcze, ale ja nie lubię dzieci.
- A kto tam lubi, będziemy uważali.

-- 
body {
   name: '|<ońrad Karpieszu>|';
   blog: url('http://konradjestwrwandzie.wordpress.com/');
}


DateSujet  Auteur
01.01.
o 
Groups Explorer contact votre avis comment ça marche? rechercher un groupe suggérer un groupe abuse accueil du site   Imprimer cette page   Envoyer cette page ŕ un(e) ami(e)