dawno nie było glutownika
[ Nouvelle discussion
| Répondre au groupe
|
pl.listserv.chomor-l ]
z kilka lat temu pierwszy raz to tu zobaczylem, wtedy zrobilo furorę (co
się objawiało tym, ze trafilo kilka razy pod rzad jako tax) i zniklo :)
wiec przypomne :) dowcip strasznie dlugi, ale przez to ma swoj klimat.
zapażyć kawę i iść czytać (uwaga! wypić prze puentą!)
dowcip o gluotwniku
Był sobie pewien niezwykle bogaty a przy tym ekscentryczny milioner.
Osiągnął w życiu wszystko. Wreszcie, przeszedłszy na emeryturę,
postanowił zrealizować największe marzenie swojego życia - wybrać się w
podróż dookołaświata wierną kopią średniowiecznego żaglowca.
Wszystko w tej podróży miało być tak, jak było w średniowieczu.
Żaglowiecmusiał być zrobiony dokładnie tak samo, przy użyciu tych samych
materiałów,narzędzi i technologii, jak kiedyś. Na pokładzie nie mogło
być żadnychinnych urządzeń, jak tylko te znane w średniowieczu. Zapasy
żywnościprzygotowano w ten sam sposób. Załoga była ubrana w
replikiśrednioweicznych ubrań. Sam miloner, pasjonat żeglarstwa, miał
zostać kapitanem.
Nie było łatwo zrealizować ten plan. Samo zbudowanie wiernej kopii
żaglowcaokazało się niezwykle skomplikowanym przedsięwzięciem.
Wybudowano średniowieczną stocznię. Zatrudniono z całego świata
najlepszych szkutników, którzy mieli pojęcie o budowie średniowiecznych
statków. Niektóre technologie trzeba było odtworzyć. Płótno na żagle
zostało utkane specjalnie na potrzeby ekspedycji przy użyciu starych
metod. W podobny sposób zostały wykonane liny...
[Tu należy w podobnym duchu pieprzyć jeszcze z piętnaście minut...]
Równocześnie kompletowano załogę. Na podstawie starych dokumentów
ustalono, jakie profesje czy umiejętności były przydatne na statku.
Zbierano i przeszkalano chętnych. Produkowano narzędzia.
[Tu przez następne dziesięc minut rozwodzimy się nad problemami ze
skompletowaniem załogi]
Wreszcie wszystkie prace zostały zakończone. Ustalono datę wyjścia w
morze. Piękny żaglowiec kołysał się majestatycznie przy nabrzeżu. Na
pokładzie gorączkowo krzątała się załoga. Nawigator ostatni raz
przeglądał pożółkłe pergaminy map, polerował szkła sekstansu, sprawdzał
tablice gwiazd. Żaglomistrze sortowali setki metrów kwadratowych żagli,
kontrolowali kilometry konopnych lin. Bosman razem z cieślą dokonywali
ostatniej inspekcji kadłuba. Kuk liczył beczki z solonym mięsem. Załoga
pod pokładem rozwieszała hamaki i worki ze swoimi rzeczami.
[i tak dalej przez parę minut opisywać krzątaninę na pokładzie]
Wtem na nabrzeżu pojawił się mały, niepozorny człowieczek, ubrany w
ciemną, długą szatę. Pod pachą trzymał niewielką, drewnianą, obitą
płótnem skrzynkę. Bez wahania skierował się na trap i zaczął wchodzić na
pokład.
- A wy kto? - zapytał bosman.
- Jak to kto? - zdumiał się człowieczek - jestem ostatnim członkiem
waszej ekspedycji.
Bosman pośpiesznie wyjął listę załogi. Wyglądało na to że nikogo nie
brakuje.
- Na prawdę? A kim jesteście? Jaka wasza profesja?
- Jestem glutownikiem - wyjaśnił człowieczek - Wiem, że wasza ekspedycja
nie ma jeszcze glutownika.
- Eeee.... glutownikiem? - spytał z głupią miną bosman.
- Właśnie! Przecież nie wypłyniecie w morze bez glutownika!
Bosman nie miał pojęcia, kim jest glutownik, ale żeby nie stracić twarzy,
postanowił się do tego nie przyznawać.
- Cóż, macie rację, dobry człowieku. Jednakowóż, decyzję o waszym
dołączeniu do załogi podjąć musi kapitan. Może ma innego nagadanego
glutownika?
Bosman pośpieszył do kajuty kapitana na rufie, zameldował się służbiście
i rzekł:
- Panie kapitanie! Melduję, że na statek zgłosił się glutownik!
- Kto? - spytał ze zdumieniem milioner?
- Glutownik, kapitanie! Nie mamy jeszcze w naszej załodze glutownika, a
przecież jutro wychodzimy w morze. Czy mam dołączyć go do załogi? A może
pan kapitan ma nagadanego innego glutownika?
Kapitan - milioner zawahał się. Nie miał pojęcia, kim jest glutownik, a
przecież przeczytał wiele dzieł traktujących o średniowiecznej żegludze.
Ale - może coś pominął? Wyglądało na to że bosman doskonale orientuje
się w temacie, a to przecież nie lada fachowiec! Skoro twierdzi, że
glutownik jest w podróży niezbędny...
- W porządku, bosmanie! Rzeczywiście, nie mieliśmy dotąd glutownika. Nie
udało mi się, eeee..., żadnego znaleźć. To bardzo rzadka profesja.
Obawiałem się płynąć w morze bez glutownika, ale nie miałem wyboru. To
szczęście, że zgłosił się do nas ten człowiek! Proszę zapewnić mu
wszystko, czego będzie potrzebował do swoich, eeee...., czynności
glutowniczych.
Zresztą, sami dobrze wiecie bosmanie co robić!
- Rozkaz, kapitanie - odpowiedział bosman, zasalutował i wyszedł,
postanawiając później wyciągnąć jakoś od kapitana, czym zajmują się
glutownicy. Tymczasem, w swej kabinie kapitan wsparł głowę na rękach i
dumał, jak podejść bosmana by ten niepostrzeżenie wyjawił mu prawdę o
glutowniku...
Glutownik nie miał duzych wymagań. Polecił jedynie rozstawić na
pokładzie mały namiocik i zakazał komukolwiek wchodzenia do środka.
Podróż rozpoczęła się. Żaglowiec przecinał fale, prowadzony pewną ręką
sternika. Załoga na masztach pracowała niczym dobrze zestrojony
mechanizm. Nawigator dbał o to żeby statek nie zszedł z przewidzianego
kursu.
Jedynie działania glutownika owiane były mgła tajemnicy. Co jakiś czas,
z malego namiociku dobiegały jakieś stuki, trzaski, odgłosy piłowania,
jednak efekty jego pracy nie były dostrzegalne dla reszty załogi.
Kapitan czasami próbował wyciągnąć od bosmana informacje o tym czym
zajmuje się glutownik. Pytał:
- Powiedzcie mi, bosmanie, na jakim etapie są czynności naszego glutownika?
Czy wszystko przebiega jak trzeba?
Na co bosman odpowiadał niezmiennie:
- Wszystko jest w najlepszym porządku, kapitanie!
Z kolei bosman próbował podpytać glutownika o jego pracę, ale otrzymywał
od niego odpowiedź podobną do tej, której sam udzielał kapitanowi.
[tu mozna z pięć minut rozwijać temat...]
Wreszcie kapitan nieco się zniecierpliwił, i pewnego dnia spytał glutownika:
- Dobry człowieku. Minęły już prawie dwa miesiące naszej ekspedycji. Z
niecierpliwością czekamy na efekty waszych prac glutowniczych. Kiedy
będziemy mogli je obejrzeć?
Glutownik spojrzał ze zdziwieniem na kapitana.
- Jak pan Z PEWNOŚCIĄ WIE, panie kapitanie, czekamy na bezchmurną pełnie
księżyca. Do tej pory mieliśmy dwie pełnie, niestety księżyc był
zasłonięty przez chmury. NA PEWNO orientuje się pan, ze bezchmurne niebo
jest warunkiem wprost kluczowym dla powodzenia moich czynności.
- Ehmm, tak, oczywiście... - wymamrotał kapitan i nie rozwijał już tematu.
Jednak później tego dnia, chcą udowodnić bosmanowi że nie gorzej niż on
orientuje się w czynnościach glutowniczych, powiedział mu:
- Nie mogę się wprost doczekać, bosmanie, kiedy wreszcie będzie
bezchmurna pełnia, by obejrzeć efekty działań naszego przyjaciela
glutownika.
- Eeeee... tak, panie kapitanie - powiedział bosman, utwierdzając się w
przekonaniu że o glutowniku kapitan wie wszystko.
Wreszcie nadeszła bezchmurna pełnia. Na pokładzie dało się odczuć
narastające podniecenie. Glutownik poprosił nawigatora o dokładne
wyznaczenie północy. Niestety, pod wieczór przyszły chmury i rozszalał
sie sztorm...
[...dla lepszego efektu zmęczenia słuchacza powyższe dobrze jest
powtórzyć parenaście razy...]
Wreszcie nadeszła kolejna pełnia. Tym razem chmur nie było. Cała wolna
od obowiązków załoga zgromadziła sie na pokładzie. Wzeszedł księżyc.
Glutownik poprosił kapitana, aby zmieniono kurs tak by księżyc świecił
ze sterburty. Uczyniono to. Nawigator zdjął dokładną pozycje statku i
dokładnie obliczył lokalny czas, przygotowując się do wyznaczenia północy.
Na pół godziny przed północą na pokład wyszedł glutownik ubrany w
uroczystą, purpurową szatę. Na pokładzie postawił swą skrzynkę. Wyjął z
niej małą deszczułkę o przekroju trójkątnym, i położył ją tak by ostry
koniec trójkata sterczał ku górze. Na tej deszczułce położył w poprzek
drugą, płaską, tak że całość stanowiła coś w rodzaju huśtawki czy też
dźwigni. Na jednym z końców dzwigni połozył małą, drewnianą, pomalowaną
na złoto kulkę.
W rękę trzymał misternie rzeźbioną krótką pałkę.
Wszyscy zamarli w oczekiwaniu. Powoli zbliżała się północ. Świecił księżyc.
Lekki wiatr pchał statek przed siebie.
Wreszcie nawigator dał znać, że północ nastąpi za pół minuty. Wszyscy
wstrzymali oddech. Ostatnie dziesięć sekund nawigator odliczał dźwiękiem
okrętowego dzwonu.
Kiedy nastąpiło ostatnie, dziesiąte uderzenie dzwonu, glutownik
zamachnął się trzymaną w ręku pałką i z całej siły uderzył w wolny,
sterczący do góry koniec deszczułki na której drugim końcu spoczywała
kuleczka. Kuleczka wystrzeliła do góry, błyszcząc w świetle księżyca,
zatoczyła wielki łuk nad relingiem i wpadła do wody wydając głośny dźwięk...
..
..
..
......GLUT!!!!!!!!!!!!!!!!
- Proszę pani ja się chyba w pani zakochałem - mówi dziesięcioletni Jaś
do swojej nauczycielki.
- Przykro mi chłopcze, ale ja nie lubię dzieci.
- A kto tam lubi, będziemy uważali.
--
body {
name: '|<ońrad Karpieszu>|';
blog: url('http://konradjestwrwandzie.wordpress.com/');
}

|
 cette fonctionnalité est reservée aux membres ayant une session active !
|