sklep (internetowy) sie stawial najpierw, ze nie wyslalam do reklamacji
towaru w oryginalnym opakowaniu - to prawda, bo nie mam juz oryginalnego
opakowania, ale nie wierze, abym miala obowiazek trzymania pudelek od
kazdego produktu.
po 2 - sklep zada zwrotu paragonu, tylko, ze nie wlozyl mi go do przesylki,
a caly czas twierdzi, ze to zrobi. kaze wiec mi sklamac i napisac
oswiadczenie, ze zgubilam paragon. niestety, ja go nie zgubilam, ja go nie
dostalam.
niedawno czytalam artykul w prasie i zaluje, ze go nie zachowalam, bo by
teraz sie przydal. artykul podwazal teze, ze paragon jest jedyna podstawa do
reklamacji, ze moze byc historia rachunku albo nawet to, ze sklep rozpozna
swoj towar.
sklep niby uznal reklamacje (przyslal niepelnowartosciowy produkt), ale
ciagle robi problemy ze zwrotem srodkow. trwa to juz prawie 2 miesiace:(
poradzcie, jak to jest z tymi oryginalnymi opakowaniami i paragonami?